Było bardzo ślisko. Gdy Bradley chciał usiąść. Po chwili usłyszałam jego wrzask -Kurwa!!!!Do jasnej cholery!!! -spojrzałam się w jego stronę i zobaczyłam go całego mokrego, pływającego w morzu. Nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam niepochamowanym śmiechem.
-Co w tym takiego śmiesznego ?! -miał kwaśny grymas na twarzy ,a ja ,ja dalej się śmiałam w najlepsze. Po prostu nie mogłam się powstrzymać.
-Oj nic, nic.
-Nie patrz tak tylko pomóż. -Tak ja powiedział tak też zrobiłam.Kiedy schyliłam się aby podać mu dłoń on szybko ją chwycił i pociągnął.
-Bradley!!!!! - słyszałam tylko jak się śmiał A ja.....ja byłam cała mokra tusz rozmazany . Twarz miałam w czarnej mazi. Wyglądam pewnie jak zombie.
-No i po co było tego tyle nakładać?
-Zabije cie!!! Już nie żyjesz! -Zaczęłam się śmiać i go podtapiać. Bawiliśmy się tak i śmialiśmy ,aż w końcu postanowiliśmy ,że wyjdziemy już z wody.
-No to opowiesz mi coś o sobie ?! - spytał mnie mój towarzysz wychodząc z wody po czym usiadł obok mnie na piasku.
-Nazywam się Kristen.Mam młodszego brata .Psa.W sumie to nic ciekawego .Może ty mi o sobie opowiesz ? -sypatałam go ponieważ nie chciałam go już zanudzać . Miałam rożne przeżycia w życiu i były ciekawe, a zarazem straszne. Nie miałam ochoty wracać do tych okropnych wspomnień . Sądzę, że nie jestem jeszcze gotowa na to aby mu mówić o tych problemach.
-Mieszkam z czwórką przyjaciół .Moi rodzice mieszkają w tym samym mieście tyle, że na drugim końcu tego miasta. Mam psa Jesse. Kocham grać na gitarze ,śpiewać .Nic specjalnego. -Położyłam się na piasku i patrzyłam w prażące słońce.Brad położył się obok mnie . Leżeliśmy przez parę minut w ciszy ,którą Bradley w końcu zagłuszył.
-Jak byłem mały przychodziłem tu z rodzicami. Wspaniałe dzieciństwo -rozmarzył nagadal patrząc w zachód słońca. Które wyglądało pięknie.
-Też bym chciała takie mieć - skomentowałam. Miałam trudne dzieciństwo. Taty nie zdążyłam nawet poznać ponieważ zostawił moją mamę kiedy tylko zaszła w ciążę. Gdy miałam 11 lat zostałam zgwałcona przez kolege mojej mamy. No cóż niektórzy mieli gorzej.
- Co masz na myśli ? Coś się stało? - posmutniał lekko widząc moja minę. W jego głosie można było wyczuć smutek i troskę. Jeszcze nikt nigdy nie był dla mnie taki miły ani się tak mną nie przejmował.
-To nieistotne, znaczy nie chce o tym teraz gadać.
-Ok, ale pamiętaj, że mi możesz zawsze powiedzieć.
- Dzięki -uśmiechnęłam się do niego szeroko po czym przybliżyłam się do niego. Owinęłam sobie swoje nogi wokół jego talii i wtuliłam w jego tors . Jego zapach mnie uspakajał. Pachniał cynamonem i cytryną, mmmm. Położył swoje ręce na moich plecach i przybliżył jeszcze bardziej, wtulając się przy tym. To musiało dziwnie wyglądać.
-Chyba już powinniśmy iść. - oznajmiłam po chwili. Nie chciałam iść. Chciałam z nim zostać. Tak dobrze mi było w jego objęciach. Czułam jego dotyk ciepłych dłoni na sobie. Przyjemnie. Ale trzeba było iść.
-Jeszcze 5 minut -wymamrotał i zamknął powieki zatapiając się w moich objęciach.
-Mi pasuje.
Leżeliśmy tak. Czuje się tak dobrze, że chyba zaraz usnę. Spojrzalam na Bradley'a i oznajmiłam, że lepiej będzie jak mnie odwiezie do domu. Zgodził się i wśiedliśmy do samochodu po jakimś czasie spacerowania.
- To ci powiesz na randkę jutro o 6 pm.
- Jasne, pierwsza oficjalna randka - zachichotałam i zorientowałam się, że już jesteśmy na miejscu.
-To tutaj.
Chciałam już wyjść kiedy chłopak chwycił mnie za nadgarstek i podał zmiętą karteczkę na której były nabazgrane jakieś numerki.
-Zadzwoń. Przyjadę po ciebie jutro kochanie. -powiedział po czym cmoknął mnie w usta i uśmiechnął się szeroko.
Odwzajemniłam uśmiech, a następnie udałam się w stronę domu. Nazwał mnie kochanie awww. Jestem bardzo ciekawa reakcji mojej mamy i co jej powiedział Bradley. A co najważniejsze co ja mam jej odpowiedzieć na te wszystkie siniaki i strupy. I co ja mam jej powiedzieć na temat Brad'a. "no bo wiesz mamo taki jeden chciał mnie zgwałcić i Brad nie uratował potem poszłam do niego na noc i teraz jest moim chłopakiem " . No trudno raz się żyje. Otworzyłam drzwi . Zdjęłam moje niebieskie vansy . Potem szybko pobiegłam po schodach do mojej łazienki, która znajdowała się w moim pokoju. Mając nadzieję, że mama mnie nie zauważy. Wbiegłam niczym lampart do łazienki i szybko zamknęłam drzwi na klucz . Upewniając się jeszcze czy są dobrze zamknięte aby moja mama się nie dostała . Szybko odświeżyłam się i ubrałam w żółte krótkie spodenki w małe palemki i bluzke z napisem "MORE WHISKY PLEASE" Sięgnęłam po moją kosmetyczkę i wyjęłam z niej podkład,mleczko oraz puder. Zaczęłam od zmywania rozmazanego tuszu, wyglądałam masakrycznie po zmyciu czarnej ilości mazi próbowałam zamaskowć rany. Lecz na marne. Nic nie dało. No trudno . Pomyślałam, że pójdę z moim psem na spacer po parku.
Wyjęłam z szafy pierwsze lepsze dresy i koszulke z jednorożcem i udałam się na dół. Zobaczyłam moją mamę w kuchni gotującą makaron.
-Hej mamuś.
-Hej. Kiedy przyszłaś?
-Niedawno.
-Umm....a jak tam było u Carmen? Dzwonił do mnie jej kuzyn i mówił, że zostajesz u niej na noc, a wy nie mogłyście podejść do telefonu bo poszłyście do sklepu. -wytłumaczyła mi na jednym wdechu.
A więc to jej powiedział, no nieźle. A ciekawe co by było gdyby moja mama potem zadzwoniła do Carmen albo jeszcze lepiej do jej mamy. W kłamaniu to on za dobry nie jest.
-Tak było......dobrze. To ja idę z Gają na spacer.
Pobiegłam to przedpokoju gdzie wzięłam smycz i założyłam szybko mogę czarne vansy.
-Gajaaa! -zawałałam głośno i już ujżalam mojego uradowanego psiaka. Gaja to Cocer Spaniel którego dostałam od babci na moje 13 urodziny. Pamiętam jak poszłyśmy do schroniska, a Gaja dziwnym trafem wyszła z kojca i potykając się o własne nogi skoczyła na mnie. Już widziałam, że chce ją i tylko ją. Przypięłam smycz do obroży, otworzyłam drzwi i wyszłam. Gdy już doszłam do parku puściłam psa ze smyczy na zieloną trawę. Poczułam jak mój telefon wibruje w kieszeni. Wyjęłam go i spojrzałam na ekran. Bella dzwoni. Odebrałam więc obserwując dalej mojego psa.
-Halo.
-Hej Kristen! -krzyknęła do słuchawki pomyślałam, że chyba zaraz ogłuchnę.
-Głośniej się nie da?! Zaraz ogłuchnę przez ciebie.
-Sorry się jestem podekscytowana ponieważ mam dla ciebie, a właściwie ciebie i Carmen propozycje.
-Kontynułuj
-Pamiętasz jak ci mówiłam, że mam letni domek w Bułgarii?
-Taaak.
-No więc tam jest dużo miejsca i w ogóle ii moja mama pozwoliła nam tam jechać na całe wakacje!!!!!!!!! Same!!!!!!!!! A no i możesz też kogoś wziąść jeśli chcesz.
-to super!!!!! Aaaaaaaaa!!!!! -zaczęłam skakać jak wariatka, a ludzie patrzyli się na mnie jak na psychiczną.
-No widzisz mówiłam, że to dobra propozycja .
-Słuchaj muszę się jeszcze spytać mamy ale raczej mi pozwoli. No ale mogę wziąść cztery osoby?
-Jasne poza tym ja i tak nie mam kogo wziaść i nam może być nudno jak będziemy same. A mogę wiedzieć kto to?
-No wiesz..... Jeden to mój chłopak, a reszta to jego przyjaciele
-Od kiedy ty masz chłopaka?! Jak mogłaś mi nie powiedzieć?!?!
-No kiedy miałam to zrobić. Jestem z nim dopiero od dwóch dni.
-Ahhha no tak czy siak poznam go, ich.
-Yhmmm. A kiedy miałybyśmy wyjechać? -No wieszzz jutro po południu.
-Tak szybko?!
-No tak
-A pytałaś się Carmen?
-Nie jeszcze nie. Ja się nią zajmę a ty się zajmij tą czwórką.
-Ok to ja zadzwonię jeszcze wieczorem.Paaa
-Paa.
Rozłączyła się, a ja z powrotem włożyłam telefon do kieszeni.
Kątem oka zauważyłam Gaję bawiącą się z trzema innymi psami.
-Gajjaa, chodź! -Krzyknęłam, a ta zaraz przybiegła.
Zapięłam smycz do obroży i ruszyłam do domu. Po około godziny byłam już w domu. Zdjęłam buty i uwolniłam Gaję że smyczy.
-Mammmooooo!!!! -krzyknęłam słodko i pobiegłam do kuchni gdzie była moja rodzicielka.
-Co chcesz?
-A czy zawsze muszę coś chcieć? -spytałam, a moja mama spojrzała na mnie wzrokiem typu "Serio?! Serio się jeszcze pytasz?! "
-Ohhh no ok. Bo wiesz Bella ma domek letniskowy w Bułagrii i chciałybyśmy tam jechać na całe wakacje razem z Carmen i paroma znajomymi. I......no chciałam cię zapytać o zgodę?
-Nie ma problemu tylko pogadam z jej rodzicami. I tak bym z tobą nie wytrzymała całych wakacji. -śmiała się. Naprawdę bardzo zabawne. Nie jestem przecież aż taka zła.
-A w jakim to mieście?
-Chyba w Neseberze. Tylko zadzwoń dziś bo Bella mówiła, że wyjeżdżamy jutro po południu.
-Ok. To idź się pakuj a potem pojedziemy do sklepu kupić potrzebne rzeczy na ten wyjazd.
-Dzięki! Jesteś najlepszą mamą na świecie!!!! -krzyknęłam i rzucałam się biegiem na górę do mojego pokoju.
Pomyślałam, że zadzwonię spytać się Brad'a czy pojedzie wraz z jego przyjacielami.
/nooooo to macie kolejny rozdział. Przepraszam, że takie krótkie się następnym razem postaram się o dłuższe. Mam dużą wenę i obmyśliłam już cały plan haha więc możecie się spodziewać, że rozdziały będą dużo częściej dodawane .I zastanawiam się czy nie przełożyć tego opowiadania z bloga na wattpad'a ponieważ tam będzie go czytało więcej ludzi :) to do następnego!!! 😊
Translate
Translate
niedziela, 22 czerwca 2014
Rozdział 4
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Nnnnnnniiiieeeeee!!!! Błagam, zostań tutaj. Rozdział jak zawsze świetny;)
OdpowiedzUsuń