Obudziły mnie promienie słońca . Poczułam,że leżę na czymś przyjemnym. Uniosłam głowę aby zobaczyć na czym leżę. Okazało się ,że leżę na torsie Brad'a. Chłopak spał sobie słodko. Wyglądał jak aniołek,tak niewinnie. I te jego loki i usta ,a nie wspomnę już o ślicznych czekoladowych oczach. Cały był śliczny. Postanowiłam ,że jeszcze trochę poleżę w jego przyjemnym objęciu. Zaczęłam kreślić kółka na jego torsie. Bawiłam się tak z 5 minut.Gdy nagle poczułam jak ktoś cmoknął mnie w czubek głowy. Szybko odciągnęłam rękę zawstydzona.
-Dzień dobry -powiedział zaspanym głosem Brad.
-Hej. Długo tak patrzysz? -zapytałam z wahaniem w głosie
-Tak gdzieś z 3 minuty- odpowiedział z uśmiechem na twarzy . Na pewno tak sobie patrzył jak ja go miziam i nic sobie z tego nie robił
-Ymmmmmm....to czemu nie powiedziałeś ,żebym przestała ,przecież pewnie masz dziewczynę . -jak to głupio zabrzmiało. Następnym razem pomyślę zanim cokolwiek powiem.
-Na razie nie mam, ale myślę, że niedługo będę ją miał. A poza tym podobało mi się. Mogłabyś jeszcze tak robić.- Powiedział po czym zaczął się śmiać ,a ja oczywiście spaliłam buraka.
Domyśliłam się kiedy powiedział ,że niedługo będzie ją mieć (dziewczynę).No chyba ,że jeszcze przyprowadził inną do domu. Ciekawe czemu nie ma dziewczyny przecież to jest nie możliwe bo on jest......jest..... śliczny i ogólnie, ideał. Dobra nie będę go o to na razie pytać ,może później. Odwróciłam się do niego plecami i spojrzałam na zegarek.
-Dopiero 8:30 ufff.... -Pomyślałam. Ciekawe czy moja mama się martwi. Chociaż nie widzę żadnych nieodebranych połączeń.Poczułam ciepłe ręce Bradley'a. Mocno mnie przytulał.
-Wiem ,że pomyślisz ,że jestem jakiś szalony,dziwny czy coś z tych rzeczy
,ale ................wiem ,że znamy się dopiero dwa dni ,ale ja naprawdę bardzo cię lubię. -powiedział czekając na moją reakcję. Mówiąc szczerze to ja też go bardzo lubiłam. Nie wiem co dokładnie miał na myśli,ale ja go lubiłam w inny sposób. Nie tak jaki kolega darzy koleżankę. Chyba się w nim zakochałam. Bo kiedy przy nim byłam czułam coś czego jeszcze nie czułam przy żadnym innym chłopaku. A te jego czekoladowe oczęta po prostu zabierały mnie w inną bajkę.Nie wiem czemu akurat on. Może to los tak chciał.
-Szczerze mówiąc to ja ciebie też.Ale nie wiem co dokładnie masz na myśli -powiedziałam dalej będąc w mocnym uścisku Bradley'a. Chyba zaraz się uduszę. Tak jakby się bał ,że zaraz mu gdzieś ucieknę.
-No wiesz-odwróciłam się do niego ,a on śmiesznie poruszył brwiami.Teraz już wiem co miał na myśli.
-Nie w taki sposób jak darzy przyjaciel ,ale bardziej. -kontynuował dalej uśmiechając się i pokazując przy tym urocze dołeczki. Dopiero teraz je zauważyłam ,są śliczne i takie........słodkie ,tak to chyba odpowiednie słowo.
-A ty jaki sposób masz na myśli. -zapytał.
-Taki sam jak ty! -odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech i przy okazji rumieniąc się przy tym. Czy my właśnie? Tak jakby?..... Wyznaliśmy sobie miłość? Pomyślałam ,że pora już wstawać. Jak gdyby nigdy nic wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Brad krzywo się na mnie spojrzał.
-Idę się ubrać. --poinformowałam go.
-To czyli my..........tak jakby.......no wiesz,chodzimy? -jąkałam się ponieważ nie byłam aż tak dobra w wyznawaniu uczuć.
-Na to wygląda. -wstał szybko z łóżka i podszedł do mnie. Gwałtownym ruchem złapał mnie w talii lewą ręką i przyciągnął to siebie tak ,że nasze twarze dzieliły milimetry ,a nasze skronie nosów stykały się ocierając o siebie.Prawą rękę przyłożył ostrożnie do mojego policzka i namiętnie pocałował. Nasze języki tańczyły ze sobą.Żaden chłopak tak przyjemnie nie całował ,a ja z żadnym się tak jeszcze nie czułam. Wplotłam ręce w jego boskie loki. To trochę dziwne znam go tylko dwa dni ,ale to jest jak miłość od pierwszego wejrzenia. Czuję się jakbym go znała od dawna. Kiedy oboje odkleiliśmy się od siebie z trudnością łapiąc oddechy, ruszyłam do łazienki.
-Kocham cię. -szepnął tak żebym chyba go nie usłyszała ale nie udało mu się to .
-Ja ciebie też. -odpowiedziałam. Poczułam motylki w brzuchu gdy wypowiedział te słowa. Muszę przyznać ,że czułam się przy nim całkiem swobodnie.Weszłam do łazienki i przebrałam się we wczorajsze rzeczy. ,które były poplamione krwią.
-No super i jak ja teraz pokaże się mamie. -powiedziałam sama do siebie pod nosem. No trudno może pójdę do galerii i kupie sobie jakiś t-shirt. Wyszłam z łazienki ponieważ umyję sobie zęby już w domu. Zobaczyłam Brad'a ,który był już ubrany i robił coś na telefonie. Spojrzał się na mnie i uśmiechnął szeroko.
-Ymmm....może dać ci jakąś bluzkę? -Byłoby miło. Chłopak podszedł do garderoby i podał mi zapinaną koszulkę w kwiatki. Była śliczna. Pasowała do niego ,tak samo słodka. Chwila. Czy ja go porównuję właśnie do koszuli?
-Dzięki. -powiedziałam i znów skierowałam się do łazienki . Założyłam szybko koszulę i wyszłam.
-Naprawdę ślicznie ci w mojej koszuli! - powiedział mi i puścił oczko.
-Dziękuję. - powiedziałam i poczułam jak moje policzki stają się czerwone.
-Gdzie mogę wyrzucić starą?
-A czemu chcesz ją wyrzucić? Daj. -odpowiedział i zabrał mi bluzkę i rzucił ją do garderoby. Po co mu moja zafafluniona bluzka? Przecież krwi nie da się wyprać. Dobra niech sobie robi z nią co chce
-To ja może lepiej już pójdę do domu-oznajmiłam mu nieśmiało.
-No coś ty.Przecież cię zawiozę i jeszcze musisz zjeść śniadanie.
-Ok. Zeszliśmy na dół. Nikogo nie było. Brad zrobił jajecznicę ,a do tego podał sok pomarańczowy. Była pyszna.Po skończonym posiłku ubraliśmy buty po czym wyszliśmy z domu idąc w kierunku czarnego SCC Ultimate Aero. No co nieco znam się na samochodach. A ten musiał być cholernie drogi. Brad odpalił silniki odjechaliśmy w kierunku mojego domu. Przynajmniej tak myślałam. Dopóki nie zauważyłam ,ze parkujemy na parkingu pod plażą. Co on kombinuje?!
-Brad, mieliśmy jechać do mojego domu. -spojrzałam się na niego a on się tylko wyszczerzył. Wyglądał tak słodko. Chodziłam z nim parę godzin , już jestem szczęśliwa ,że mam akurat jego.
Szczerze to bardzo się cieszę, że ten mężczyzna chciał mnie zgwałcić bo gdyby nie to, to nie poznałabym Bradley'a. No kto by pomyślał, że miłość od pierwszego wejrzenia jednak istnieje.
- Hallo. Żyjesz? -chłopak zaśmiał się pod nosem wyrywając mnie z zamyśleń.
- Ummmm......co? A tak jasne. A tak w ogóle to gdzie idziemy?
-Zobaczysz . -wsunął głowę do samochodu i pocałował mnie namiętnie.
Gdy odkleiliśmy się od siebie podał mi rękę żebym wysiadła z samochodu. Skorzystałam z pomocy i poszłyśmy w stronę dużych skał ,które mieściły się na brzegu morza. Brad chwycił moją dłoń i szliśmy przy brzegu morza pozwalając na to aby zimne fale moczyły nasze nogi.
W ręku trzymałam buty ponieważ nie chciałam aby zostały zmoczone iż też z trudem chyba byłoby chodzić w szpilkach na piasku. W końcu dotarliśmy do naszego celu i usiedliśmy na dużej, płaskiej skale.
/tak wiem dzień spóźnienia alei tak nikt tego nie czyta :p Jeśli są tu jakieś błędy to przepraszam . Miałam mało czasu na poprawki. Następny pojawi się gdzieś tak ok. 15 dopiero,tak myślę. ❤ ^ω^ ʕ•ﻌ•ʔ
Rozdział super. :D i zrobiłaś, żeby było widać dialogi. :)
OdpowiedzUsuń+jak to nikt nie czyta? A ja? :P
Hahaha :D doceniam ale jedna osoba xd KC siss <3
OdpowiedzUsuńUwielbiam tego bloga. Z niecierpliwoscia czekamna next. Wlasnie, jak to nikt nie czyta??? :)
OdpowiedzUsuń